czwartek, 28 kwietnia 2016

Na początek.

Było tyle prób i tyle podejść do stworzenia bloga, do stworzenia miejsca z pasją, (czasem słomianym) zapałem i przede wszystkim z chęcia, że wiele razy się poddałam. Najtrwalszy blog to ten, który założyłam w roku 2003 - czyli 16 lat temu. Pisałam go z prawie płonącą klawiaturą przez prawie sześć lat. Dziś kiedy czytam te moje przemyślenia, te historie, które ożywiają niekoniecznie pozytywne wspomnienia to czasem nie wiem czy cieszyć się, czy też sobie szlochnąć, że mam już te prawie lat 27 i okres młodzieńczej beztroski za sobą. Za sobą mam też wiele innych przeżyć i chwil, które sprawiły, że jestem w miejscu, z którego właśnie nadaję (Kraków), a razem ze mną w tym miejscu znajduje się mój Towarzysz Życia (który niekoniecznie radośnie i z entuzjazmem zareagował na mój pomysł publicznego pisania) oraz Chaos, o którym przede wszystkim będę pisała.

Jestem przybraną matką bulteriera o imieniu Chaos. Czasem mnie taki chwilowy smutek ogarnie, że nie dałam Chaniowi na imię Spokój czy inny delikatny przydomek - bo przecież istnieje jakieś (większe lub mniejsze) znaczenie imion.

W naszym przypadku znaczenie imienia Chaos jest wręcz dominujące.
O tyle, o ile do skończenia roku przez Chaosa, w domu zjedzone było wszystko co tylko było można oderwać, odgryźć, albo nie można było ale jakoś się udało :) to od przeprowadzki do Krakowa, Chaos jakby dorósł - jakby podniósł sobie poprzeczkę, stanął na wysokości zadania - i czwartego piętra na balkonie ;).

O bulterierze marzyłam odkąd pamiętam, odkąd jeździłam nad morze i można było kupić figurki z modeliny - jedni wybierali owczarki niemieckie czy niebieskookie husky - ja wybrałam pręgowanego bulla. I kiedy przyszło mi zdecydować się (w końcu!) na posiadanie osobistego psa to wiedziałam, że albo ta rasa, albo żadna.
Przeczytałam chyba wszystkie publikacje, przeryłam dwa fora poświęcone bulterierom wzdłuż i w szerze ale do dziś dnia, a to jak pisałam wcześniej: prawie dwa lata, Chaos zaskakuje mnie codziennie i nie mogę dopasować go do żadnego schematu.
Taki artysta ;)

Tym krótkim wstępem rozpoczynamy swoją przygodę z pisaniem bloga (jakby reaktywacja po raz setny).

Jeden z przywilejów albo przywar Grubego to ukochanie kanap, łóżek, poduszek i najlepiej gdyby jeszcze na plecach położyć mu koc ale tak, żeby żadna część jego ociężałego ciała nie wystawała nawet na milimetr.
Bulterier - to wszystko tłumaczy :)

I tak, żeby zostało coś na później - bo wspomnień jest co nie miara, zaledwie dwa zdjęcia, tak w ramach powitania, przedstawienia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz